Jestem jak chodząca bomba. Wystarczy jedno słowo, jeden gest, cokolwiek co mi się nie spodoba, to dostaję szału, ataku gniewu nad którym nie panuję. Stałam się strasznie zrzędliwa, nie mogę patrzeć na twarze ludzi ze szkoły. Może to we mnie jest problem, ale naprawdę coraz bardziej wydaje mi się, że otaczają mnie DEBILE. Nie chcę jakoś siebie przeceniać, wręcz przeciwnie, moje poczucie własnej wartości jest mniejsze niż zero. Sama sobie generuję złość i kwas, i nie umiem przestać.
Rano kłóciłam się z matką o wszystko, po prostu się na niej wyżywałam, ona zresztą nie pozostawała mi dłużna. Potem całą drogę do szkoły przejechałam we łzach, które ledwo opanowywałam w ciągu dnia, a do tego doszła jeszcze nieprzespana noc (związana z tym o czym pisałam wcześniej, próbowałam zasnąć, nagły zawrót głowy, wybudzam się i tak w kółko), co skończyło się wyrzuceniem wszystkich żali na mojego chłopaka, bo nie chciał zjeść mojej porcji pierogów, które i tak bym wyrzuciła i dobrze o tym wiedział. Ale skoro już mogłam znaleźć pretekst do kłótni, to czemu by nie skorzystać, nie?
Może to przez głodówkę, nie wiem. Dzisiaj byłam potwornie głodna i to cud, że nie zjadłam całej lodówki z drzwiczkami i półkami włącznie, zwłaszcza robiąc bratu kolację. Niestety idealnie nie jest, bilans napiszę niżej.
Jutro 200 kcal.
AKTYWNOŚĆ: (wczorajsza)
-100 brzuszków
-200 wymachów nóg, słabo, ale nie dałam rady.
BILANS:
-trzy gryzy croissanta
-dużo herbaty
-dwa gryzy kit kata
Też tak mam, że chociaż mam siebie za nic, to i tak wszyscy którezy mnie otaczają wydają się potwornie głupi, a to mnie niesamowicie irytuje...
OdpowiedzUsuń